krótko i długo o pannie Nikt
Kategorie: Wszystkie | i takie tam | lodówka | piekło | siostra patrzy | sverige
RSS
środa, 19 września 2012
Żony ze Stepford

"Powinnaś znaleźć sobie męża" - powiedziała moja babcia, cmokając w słuchawkę.

"Oho"- pomyślałam sobie - "Zaczyna się".

"Ale takiego, który będzie Cię kochał i słuchał..."

"Babciu, takich egzemplarzy nie produkują".

No bo nie produkują. Kochanie i słuchanie wedle moich ancestorek to bowiem nic innego, jak zasada szyi. Czyli bierzesz sobie chłopa na głowę i kręcisz. Nic to, że czasami spada Ci na bary, bo swój krzyż musisz, kochana, wziąć na plecy i tyle. Że ciężko? No co Ty! Miód wspólnego czasu osłodzi ból barków. Masaż łóżkowy nawet naprostuje zmęczone członki. Ty kręcisz.

Ale ja nie chcę kręcić.

Ani kogoś ani siebie. Nie mam bowiem ani siły ani ochoty ani determinacji i na dodatek odpowiednio wyrobionych mięśni. Nie chcę i już. Nie potrzebuję zasuwać jak afrykańska dziewczyna z dzbankiem oczekiwań na głowie. Nie potrzebuję głowy by za mnie kombinowała. Nie chcę się rozglądać za wszystkie strony za efektami cudzych kombinowań. Nie umiem obłaskawiać żelazkiem i garnkiem. Nie mogę mieszkać w czyimś Stepford, nawet jeśli czasami dobrze mi w fartuszku.

Nie dogadamy się.

Co gorsza, nie dogadam się też z młodszymi - bo para spodni nie wyznacza mi azymutu, chyba, że mówimy o moich ;) A mentalność, pomimo galopującego czasu, jest ciągle ta sama - łap, goń, bierz i kręć szyją.

A nie można by tak na poziomie rąk...?






czwartek, 31 maja 2012
Baby, ach te baby ;)
Przed kilkoma dniami zadzwoniło do mnie Wściekłe_Dziewczę, pieniące mi się w słuchawce niczym proszek E. Co ja piszę - to był Zgoła Rekin, Harpia i Pirania w jednym, bynajmniej nie Anioł, no chyba, że Anioł Zagłady.
W pierwszej chwili utraciłam zdolność mówienia, częściowo zdegustowana a częściowo zachwycona słowotokiem Zgoła Rekina, w którym nader często latały kury i inne części ciała. Jednak ze względu na pewną monotonię wypowiedzi, nie zdzierżyłam w którymś momencie i gromko rzuciłam do słuchawki: "Ale o co chodzi?????!!!!", czym zgrabnie przejęłam piłeczkę i pożeglowałam w kierunku bramki, bo Rekin chyba zgłupiał, zamilkł i...zamilkł. I tak byśmy sobie pewnie milczały do dzisiaj, co samo w sobie dla mnie byłoby bezkosztowe, pomijając zdrętwienie ręki, gdy nagle uprzedni słowotok wieszczący mój rychły upadek, skatalizował się w innej formie.
Otóż Rekin poleciał w ślozy.
Mecz zaczął przybierać wynik 2:1 do Rekina, bo tu niestety nie wytrzymało moje słabe serce i prawie się wbijałam do słuchawki, żeby przytulić tego rybiego ssaka, kiedy z tejże padło: "no bo ja...bo ja...bym chciała, żeby Pani zostawiła Grzesia* w spokoju".

Wygrała. Znokautowała mnie zaskoczeniem.

Jak mi buk niemiły, nie robię bowiem żadnego niespokoju żadnemu Grzesiowi*. Czym prędzej oznajmiłam to już zupełnie zasmarkanemu Rekinowi po drugiej stronie, na co rzeczona interlokutorka rozwyła się jeszcze bardziej. Celowo nie lecę tu w metafory zwierzęce, bo co za dużo to i świnia nie zeżre, ale proszę sobie wyobrazić: zima, las, księżyc i takie coś, co do tego wyje. Właśnie taki dźwięk miałam w słuchawce i to przez bite pięć minut.
Zupełnie już załamana tym faktem oraz insynuacjami odnośnie moich zapędów w stronę jakiegoś innego ssaka płci przeciwnej, zebrałam się w sobie, w psychologu i tak! - popracowałam trochę na Rekiniej Duszy.

Zadziałało. Znaczy zadziałało tak, że po pewnym czasie Rekin pożegnał się ze mną sentencją pt. "Dziękuję, przepraszam i miłego dnia" oraz prawie uśmiechem (tu tez celowo nie rozwodzę się z opisem, no bo jakoś tak...śmiejący się Rekin trąci pewną perwersją...). Co się dalej stało z Wiarołomcą na G. - nie wiem i nie pociąga mnie ta wiedza. Osobiście, jeśli tenże robi koło pióra Rekinowi to życzę mu jak najgorzej. A jeśli ktos napuścił na mnie, bogu ducha winną dziewczynę, drugą bogu ducha winną i naraził ją na zezwierzęcenie telefoniczne oraz koszta zupełnie realne - życzę mu/jej nawet jeszcze gorzej niż owemu obiektowi westchnień Rekinich.

No bo skądś miała mój numer, prawda?
Rada na dziś brzmi zatem tak: zrób sobie rachunek sumienia a potem uważaj, bo może i we mnie siedzi Rekin...albo dwa.

Dobrej nocy.

* - imię zostało zmienione, rzecz jasna
poniedziałek, 21 maja 2012
Kronika zaćmień prawdopodobnie ludzkich
Teraz Ingen czyli ja. Normalnie, bo ściągnęłam kozaczki :P i tradycyjnie zrobiłam napad wnętrzarski. A oto wyznania podsumowujące - jakieś ostatnie 6 m-cy.

1. Bawiłam się półgębkiem. Pół twarzy miałam umalowane a resztę niekoniecznie. Co lepsze, zauważyłam to dopiero w przebieralni w Orsayu, bo koleżanka w której towarzystwie byłam nie pisnęła ani słowa, a na moje zarzuty odparła: "no co, przecież  widziałam Cię tylko z jednej strony." Taaaaaaa...

2. Odkryłam nowe gatunki ryb: wososia łędzonego i minet (!!!) z filtaja. Wszystko podlane czosem sosnkowym. Polska mowa trudna być a dla mnie zamyślonej to, jak widać, już total kaputt alles klar.

3. Dalej zamyślona wyszłam ze sklepu z koszykiem nie płacąc za zakupy. Nikt mnie nie zatrzymał, o dziwo. O dziwo większe, jak wróciłam zapłacić to mi nie uwierzyli...

4. Zadzwoniłam ze swojego prywatnego numeru na tzw. numer alarmowy, myśląc, że dzwonię do koleżanki z pracy i nie patrząc na wyświetlacz, rzuciłam do słuchawki: "Podaj mi PIN do służbowego fona, co?", na co Pani dyżurująca ofukała mnie jak Bonifacy po utracie pieca. Panią najmocniej przepraszam. Odreagowałam histerycznym rzężeniem. I do dzisiaj nie wiem jak i dlaczego mi się pochromiliło numerycznie.

5. Miałam szereg przygód bieliźnianych, ale o tym może kiedy indziej...?

6. Oraz zgubiłam buty we własnym mieszkaniu. W trakcie poszukiwań wzbogaciłam garderobę o męskie bokserki i parę skarpet, też męskich. Wyglądają na niezbyt zużyte. Proszę mi nie zadawać trudnych pytań, bo to w końcu też bielizna.

7. Wreszcie ostatnio wyszłam do pracy ubrana we wszystko na lewą stronę. Ale ja wstaję do pracy o 6.00...:D


Zatem dobranoc :)
niedziela, 07 listopada 2010
caravanserai
Ciągle w drodze, ciągle szukam mojego miejsca, bo gdzieś musi być.
Na razie jedyne moje własne miejsce to to tutaj. Ciągle zakryte przed oczami tych, co mnie najchętniej żrą łyżeczkami i z którymi nigdy nie będzie w górę. Nie twierdzę, że to bardzo źle - po prostu czasami tak jest, że chemie się rozmijają, choć sam lukier od czasu do czasu bywa przyjemny.
Ewentualnie to ja jestem jednostką wybitnie aspołeczną i nieprzystosowaną :P


Na razie pewne jest, że kończę pierwsze wakacje w tym roku. Wakacje niezwykłe, bo spędzone samotnie, choć z ludźmi. Odmówiłam bowiem wyjazdów na ciepłe wyspy i inne zapchane plaże "z moją drogą żabą" i wpakowałam się do autobusu zmierzającego do Włoch, by podelektować się Adriatykiem, historią i pastą. Smakowało wybornie, choć krótko, za krótko, za krótko...
...ale za to morze, ciepłe i nieskończone, za tempo Florencji, za Forum Romanum, za możliwość maski i słodycz codziennego wina, za to wszystko, co w mojej głowie - dziękuję i błogosławię sobie i wiem, że zrobię to kolejny raz. Znów sama. Sama, tak jak chcę i tak jak lubię.
Karawanseraj będzie przecież czekać. Żaba niestety też...:P

Dobranoc.


niedziela, 31 stycznia 2010
Zbiory
Wzięło mnie na porządki.
Ani chybi wiosna blisko ;)

I podczas nurzania się w mojej szafie odkryłam między innymi:
- czapkę-uchatkę-futrzatkę z kolonią śpiących moli wewnątrz...Właściciel pozostaje nieznany, bo każdy idzie w zaparte, że to nie jego. Sądząc jednak po rozmiarach, musiał to być tęgi łeb...:D

- chabrową suknię mojej babci z lat 50-tych. Taką z cyklu "w sam raz na wyjątkowo chudą miotłę". Śliczna, ale ja mogę tylko popatrzeć...

- bolerko z kapturkiem, o zniknięcie którego podejrzewałam moją rodzinę, a konkretnie siostrę,

- zestaw kulek ze styropianu (???? naprawdę, nie znajduję wyjaśnienia...)

- reprodukcje dwóch obrazów Witkacego...

- wielki japoński wachlarz, wcześniej na randce z mieszkańcami czapki :P

- wielką czerwoną podróżną torbę, też bezpańską,

- kożuch

- oraz buty z obcasami w kształcie kieliszków, rozmiar 35 :)

Przydałby się teraz jakiś pchli targ ;)
A czapka jest już oczywiście świętej pamięci...mole ani drgnęły...słodki, zimowy sen :)


piątek, 29 stycznia 2010
...
Czy Ty naprawdę myślisz, że ja jestem z gatunku tępych i nie wiem, że tu włazisz i czytasz non stop kolor??

Zostawiasz za dużo śladów. Stety ;)


poniedziałek, 14 grudnia 2009
Nienawidzę pożegnań.
Nawet takich tyci tyci malutkich i pozornie nic nie znaczących. Ot, jedna, dwie noce w obcym mieście, w obcym hotelu, pod cudzym prysznicem, w nie swoim łóżku...gdzie tu miejsce na wiązanie?
A jednak dzisiaj, siedząc w salonie jednego z hoteli, jeszcze przed wyjazdem, z książką na kolanach i poduchą pod stopami poczułam tak niezwykle mocno, że tam właśnie jestem, że jakoś przynależę do tego miejsca, że...nie chcę go zostawiać. Nie miałam niestety ze sobą swoich łańcuchów żeby się w akcie rozpaczy przykuć do kaloryfera. Gwoli ścisłości, kaloryfera też tam nie było...;-)

Mogłam oczywiście zaoszczędzić na hotelu i skorzystać z gościnności któregoś ze znajomych. Chciałam jednak być sama, spać tak długo, jak lubię, śnić jak lubię, pogadać sobie ze sobą o poranku i pooddychać przestrzenią tylko dla mnie.

Udało się.
Kolejna chwilka do wpięcia w kolekcji dobrych wspomnień.

Nie znaczy to bynajmniej, że nie lubię wokół siebie ludzia żywego. Lubię, nawet czasami w nadmiarze i te instynkty też ostatnio zaspokoiłam, nawet ponad miarę ;-) Jednak tak naprawdę najlepsze i najprawdziwsze momenty to te, gdzie stoję oczy w oczy z nagą prawdą o sobie i gdzie to ja decyduję o czasie...

Dlatego nienawidzę pożegnań, bo to siebie muszę odłożyć na półkę i włączyć tryb mniej jednoosobowy.

I już tęsknię.

niedziela, 14 czerwca 2009
Z doskoku
Uprzejmie informuję, że Panna Nikt żyje, choć pędem. Ma się cholera jedna i wredna całkiem, całkiem, przy czym zmieniła kompletnie tzw.imidż. Znaczy miast długowłosego rudzielca niejaka Ingen występuje obecnie jako atrakcyjna, krótkowłosa brunetka.
Oczy mam nadal błękitne. I reszta też raczej bez zmian ;)


Dobrej nocy :)

sobota, 23 maja 2009
Naj, naj, naj
Noszę się dzisiaj muzyką. Od samego rana tańczę i śpiewam naj naj naj naj i niestety, faktycznie mało zdolna szansonistka ze mnie.
Who cares...
Naj, naj, naj naj, najmoment jest teraz, mój i tylko mój. I muzyki.
Niech trwa. Niech niesie.

W przelocie zagryzam jeszcze tę muzykę słowami Bodil Malmsten z końca ziemi.
Finistere, ciekawe gdzie jest moje...?



niedziela, 17 maja 2009
Wyznanie
Jestem tępa. Ciemna. Jak kilo tabaki we obydwu rogach wszystkich możliwych baranów.

Nie potrafię dać w łeb paru osobom, które już dawno powinny zostać przez mnie naprostowane właśnie w ten sposób, ze względu na wybitnie złe oddziaływanie na moje skołatane i bez tego nerwy. Cóż, w głębi mego układu kardiologicznego mam taką nadzieję, że da się bez rozlewu krwi, chociaż fakty usilnie zaprzeczają takim głupkowatym nadziejom.

Nie potrafię zejść z mego paranoicznego lekko poziomu obaw, które urodziły się po moim niedawnym pobycie w szpitalu i po złych wynikach badań. Z drugiej strony znów nie potrafię się odczepić od rogów, tym razem u byka i złapania go za nie - jestem po prostu tchórzem do sześcianu. Nie mam kompletnie pomysłu na to, jak miałabym dać sobie radę z tym, co mogę usłyszeć, bo na to wskazują wyniki, a co mnie paraliżuje do szczętu.

I nawet głupiego filmiku (ok, może nie tak głupiego) filmiku nie mogę tu wstawić, kolejny zresztą raz blox się stawia i wysypuje, pomimo tego, że działam zgodnie z wytycznymi, instrukcjami, swoją wiedzą i generalnie wiem, że robię to dobrze.

:/

 
1 , 2 , 3 , 4