krótko i długo o pannie Nikt
Kategorie: Wszystkie | i takie tam | lodówka | piekło | siostra patrzy | sverige
RSS
czwartek, 29 maja 2014
helvete
O wyniosłe czoło dnia
Następna myśl się rozbija
Spływa jak po twarzy łza
Zgaszona i nieszczęśliwa
Na ciemnych schodach niechciane spotkanie
W pół kroku zatrzymany oddech
Dotyk w przelocie, strach i pożądanie
Porwani rzeką toniemy samotnie
Gdy tęskniąc ciebie stoję nieruchoma
Choć wszystko wokół krzyczy o ucieczce
Wbrew sobie imię twoje wołam 
Zła magia zatruła serce

Niedobre spojrzenia, które spijać muszę
Jak błyskawice, aż krew z oczu cieknie
Niedobry ogień trawi moją duszę
Jesteś moim bogiem, którego nie chcę
Tak nienawidzisz bojąc się mnie kochać
Nawet gdy płacz mój twym dłoniom zawierzę
Gdy moim ustom dasz zagrać choć trochę
Odsłonisz serce - wtedy ja uderzę

Nie zabijesz mnie i tak
Zbyt wiele już za sobą i przed sobą mam
Teraz wstanę i złość wysuszy niepokorne łzy 
Stłumi krzyk mojej krwi
Nie zabijesz mnie i tak
Zbyt mało masz za sobą, by mogło tak się stać
Teraz wstanę i złość wysuszy niepokorne łzy
Nowy sen odejdę śnić

piątek, 23 listopada 2012
Skłamałam...
...nie dowiesz, nie dowiesz nigdy się
co prawdą a co kłamstwem jest...

Ja wiem - niestety.
sobota, 01 maja 2010
...
I'll keep your heart with mine
Till you come to me...

czwartek, 08 kwietnia 2010
A wiec jestes, jestes tu, choc tym razem nie czekalam. Drzwi byly zamkniete, wlamales sie zapachem...

Ale jestes. Ciagle, uporczywie taki sam. Zostawiasz te same slady. Tak samo patrzysz. Tak samo krzywisz usta w ironicznym usmiechu. Masz te same szerokie ramiona i szybki, dlugi zurawi krok. I ciagle tak samo bolisz.


Nie potrafie Cie wyrzucic. Przepraszam...

niedziela, 07 lutego 2010
Prometejka
Śnił mi się dziś wiatr na Olandii. Słoneczny, ciepły, bliski...
Bliski...

A naprawdę, na zewnątrz bolą mnie policzki od udawanego uśmiechu.I wiatr jest tylko zimowy, bolący, do kości mrożący...

Od jutra znów dźganie dziobem ledwo zagojonej wątroby.
Łańcuchy już naoliwione.
Wytrzymam. Jeszcze chyba wytrzymam. Dopóki choć sen przynosi ulgę.
niedziela, 20 grudnia 2009
You will reap what you sow...
Dziś taki dzień, że każda plamka na twarzy urasta do rangi światowej katastrofy.

Za dwa tygodnie takowa katastrofa może się faktycznie wydarzyć, nie tylko w kontekście mego pyska (nawet bardzo nie) - a ja tymczasem stoję...i stoję...i...tak, stoję. Ściana z przodu, ściany z boku, cofać się nie mam odwagi. Ani powodu.

Codziennie śnią mi się pociągi i córki, których jeszcze nie mam. Codziennie nowe. A jak nie jestem przesądna i skłonna do wiary w moc tekturowych karteczek, tak niejaki Tarot mówi mi o czasie żniw i wskazuje Śmierć jako konieczny krok do rozwoju.

Szkoda, że w głowie może być zawsze "hej, do przodu" a na żywca już niekoniecznie. Szkoda mi tym bardziej, że jak pamiętam siebie sprzed kilku lat, to taran wypadał przy mnie blado. Nie miałam tylu zahamowań i kompleksów, które teraz co i rusz wyskakują mi z szaf i szuflad, z gromkim okrzykiem "surprise!" na ustach. Bo na przykład gryzie mnie taka bestia, że jak będę gadać po szwedzku do tambylców to mnie nie zrozumieją, pomimo usilnych mych starań. A tu w Polsce, że znów usłyszę, że jestem "za stara" - mam w końcu 30 lat. Albo mi powiedzą jak ostatnio, że "powinnam wyjechać, bo mam za wysokie wykształcenie", które tu może i robi wrażenie, ale na bank nie będzie miało przełożenia na zarobki...

Z kolei zagranica nie jawi mi się jako ogród rozkoszy ziemskich a raczej jako raj utracony. Do którego mogę szurać z co najwyżej jedną wytartą walizką i głową nabitą marzeniami o lepszym jutrze. Bo podług rozmaitych przepisów ichnich, kwalifikacje mam, ale i tak wypadałoby dorobić 666 papierków a poza tym, droga Ingen, nie zapominaj o tym, że "du ska alltid vara främmande".

I koniec i bomba, kto nie oszaleje, ten wygrywa ;)
sobota, 28 listopada 2009
Nie Ty, to ktoś
Jak dobrze obudzić się z poczuciem, że będą jeszcze inne Ktosie.
Że nie muszę już nic z Tobą, dla Ciebie, o Tobie, przy Tobie. Że wreszcie nie ma jednoosobowości cudzej a jest jedynie moja.

Wdycham ten moment tak jak na pilatesie - głęboko i ciągnąc pępek do kręgosłupa, żeby jak najbardziej zapadł mi w pamięć i trzewia.

Już nie Ty. Jeszcze nie Ktoś. I dobrze, bardzo, bardzo dobrze.


niedziela, 02 sierpnia 2009
Revolution in my brain
Nie wiem jak będzie, co będzie, kiedy będzie. Chcę, żeby było. Więcej, dłużej, bliżej i piękniej.
Chcę, chcę, chcę.
Już muszę chcieć. Już chcę musieć.
Tylko tego chcę.



niedziela, 28 czerwca 2009
I'm looking for a new job
Zmęczenie, wkurw i co tylko osiągnęły swoje apogeum - MUSZĘ znaleźć nową pracę.

Nie tylko ze względu na parszywe zarobki, które zdają się nie mieć końca, pomimo obietnic zwyżkowania.

Nie tylko z powodu obcowania z ludźmi o umysłach ameby, bo ci trafiają się wszędzie.

Głównie z powodu nie poinformowania ani mnie ani moich współpracowniczek o planowanych reorganizacjach, w wyniku których rozpieprzy się pracę całego poradnictwa zawodowego a na początek ja, ale tylko na początek, bo system ma być rotacyjny, więc dopadnie nas wszystkie, stracę swoje miejsce pracy i będę siedzieć jak bezpański pies w pokoju, gdzie non-stop przyjmuje klientelę ośmiu pośredników pracy. Tym samym moi klienci nie mogą liczyć na JAKĄKOLWIEK prywatność i poufnośc, gwarantowaną przeciez ustawowo. Ale kij w oko ustawom, przepisy są dobre kiedy są dobre dla góry a nie dla jakiś tam klientów czy pracowników...

Nie wiem ponadto co zrobic z osobami już umówionymi (grafik mam pełny do września) - zabić? wyrejestrować? wypiąć się? czy wreszcie przekazać je na tacy osobie, która BEZ KONKURSU wskakuje na moje miejsce - bo trzeba było gdzies upchać niekompetentną acz wieloletnią pracowniczkę, a na dalsze jej błędy na poprzednim stanowisku nie mozna już było przymykac oczu. Niech je weźmie i pokaże klasę i sobie przypisze zasługi w ich aktywizacji - a nawet jesli nie, to przeciez stanowisko ma zapewnione tak czy siak. Jakość działań nie ma tu żadnego, powtarzam, żadnego znaczenia.

Ale o tym wszystkim formalnie dowiem się (?) jutro (istnieje opcja taka, że dowiem się nieformalnie, tzn. po prostu nie będe miała gdzie usiąść jak przyjdę do pracy, bo moje biurko będzie już okupowane przez kogoś innego).

Jestem psychologiem, doradcą zawodowym i szkoleniowcem. W mojej obecnej pracy jestem, jak widać, NIKIM.
I moje wszystkie współpracowniczki też.

Dyrekcji gratuluję pomysłów i poziomu zarządzania kadrą. Oraz życzę dużo, dużo równie dobrego jak do tej pory samopoczucia i samozadowolenia.

poniedziałek, 22 czerwca 2009
Moja C.
Lady Diabetis.
A ja myślałam, że to "zwykły" stres. Mam mętlik w głowie i niepokój w portfelu - to naprawdę moje wyniki?
Rewolucja musi być, inaczej nici z mojej i D. koegzystencji. Ale czy ja się kiedykolwiek do niej przyuczę i przyzwyczaję? Zechcę? Wytrzymam?

Doprawdy, limit niespodzianek na ten rok mógłby się już wyczerpać...


;/

Dobrej  nocy...

 
1 , 2 , 3