krótko i długo o pannie Nikt
Kategorie: Wszystkie | i takie tam | lodówka | piekło | siostra patrzy | sverige
RSS
poniedziałek, 23 listopada 2009
...
I, cholera, co się zbieram do napisania kolejnego kwiecistego opisu albo wora przemyśleń, pojawia się to samo: pustka w palcach i ból w głowie. Odmóżdżonam znaczy. Na amen i wszystkich świętych.
I w gruncie rzeczy po cóż pisać o uporczywym staniu przed ścianą?

Ale miło przypomnieć, że jeszcze dycham...czasami ;)

Dobrej nocy.

22:02, ingen_m
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 sierpnia 2009
...and this little masochist...

...and this little masochist

is lifting up her dress...again...

11:31, ingen_m
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 sierpnia 2009
Revolution in my brain
Nie wiem jak będzie, co będzie, kiedy będzie. Chcę, żeby było. Więcej, dłużej, bliżej i piękniej.
Chcę, chcę, chcę.
Już muszę chcieć. Już chcę musieć.
Tylko tego chcę.



niedziela, 28 czerwca 2009
I'm looking for a new job
Zmęczenie, wkurw i co tylko osiągnęły swoje apogeum - MUSZĘ znaleźć nową pracę.

Nie tylko ze względu na parszywe zarobki, które zdają się nie mieć końca, pomimo obietnic zwyżkowania.

Nie tylko z powodu obcowania z ludźmi o umysłach ameby, bo ci trafiają się wszędzie.

Głównie z powodu nie poinformowania ani mnie ani moich współpracowniczek o planowanych reorganizacjach, w wyniku których rozpieprzy się pracę całego poradnictwa zawodowego a na początek ja, ale tylko na początek, bo system ma być rotacyjny, więc dopadnie nas wszystkie, stracę swoje miejsce pracy i będę siedzieć jak bezpański pies w pokoju, gdzie non-stop przyjmuje klientelę ośmiu pośredników pracy. Tym samym moi klienci nie mogą liczyć na JAKĄKOLWIEK prywatność i poufnośc, gwarantowaną przeciez ustawowo. Ale kij w oko ustawom, przepisy są dobre kiedy są dobre dla góry a nie dla jakiś tam klientów czy pracowników...

Nie wiem ponadto co zrobic z osobami już umówionymi (grafik mam pełny do września) - zabić? wyrejestrować? wypiąć się? czy wreszcie przekazać je na tacy osobie, która BEZ KONKURSU wskakuje na moje miejsce - bo trzeba było gdzies upchać niekompetentną acz wieloletnią pracowniczkę, a na dalsze jej błędy na poprzednim stanowisku nie mozna już było przymykac oczu. Niech je weźmie i pokaże klasę i sobie przypisze zasługi w ich aktywizacji - a nawet jesli nie, to przeciez stanowisko ma zapewnione tak czy siak. Jakość działań nie ma tu żadnego, powtarzam, żadnego znaczenia.

Ale o tym wszystkim formalnie dowiem się (?) jutro (istnieje opcja taka, że dowiem się nieformalnie, tzn. po prostu nie będe miała gdzie usiąść jak przyjdę do pracy, bo moje biurko będzie już okupowane przez kogoś innego).

Jestem psychologiem, doradcą zawodowym i szkoleniowcem. W mojej obecnej pracy jestem, jak widać, NIKIM.
I moje wszystkie współpracowniczki też.

Dyrekcji gratuluję pomysłów i poziomu zarządzania kadrą. Oraz życzę dużo, dużo równie dobrego jak do tej pory samopoczucia i samozadowolenia.

poniedziałek, 22 czerwca 2009
Moja C.
Lady Diabetis.
A ja myślałam, że to "zwykły" stres. Mam mętlik w głowie i niepokój w portfelu - to naprawdę moje wyniki?
Rewolucja musi być, inaczej nici z mojej i D. koegzystencji. Ale czy ja się kiedykolwiek do niej przyuczę i przyzwyczaję? Zechcę? Wytrzymam?

Doprawdy, limit niespodzianek na ten rok mógłby się już wyczerpać...


;/

Dobrej  nocy...

niedziela, 14 czerwca 2009
Z doskoku
Uprzejmie informuję, że Panna Nikt żyje, choć pędem. Ma się cholera jedna i wredna całkiem, całkiem, przy czym zmieniła kompletnie tzw.imidż. Znaczy miast długowłosego rudzielca niejaka Ingen występuje obecnie jako atrakcyjna, krótkowłosa brunetka.
Oczy mam nadal błękitne. I reszta też raczej bez zmian ;)


Dobrej nocy :)

niedziela, 31 maja 2009
Notka personalna o niepogodzie

Jak przeżywacie niepogodę? Ja kocham się chować za książką i ścianą, zwinięta w malutki kłębuszek, z wyłączonym telefonem i piosenkami w głowie. Lubię opuścić roletę i zapalić wszystkie małe lampki i świece. Moje ciało krzyczy za to za skarpetkami - nawet latem - i ukochanym zielonym babciowym śpiworem.


Czasami jednak lubię się mierzyć z niepogodą. Ubieram wtedy adidasy na nogi i wyraz zaciętości na twarz i idę. Po prostu idę, taranuję, nie boję się i nie zważam na rozmaite okoliczności przyrody. Bo czasami po prostu nie wolno się bać, nawet kosztem zmoknięcia. Kokon śpiwór może okazać się wtedy paralizatorem a niepogoda kompleksowym pomysłem na czas. Wieczne odrętwienie w niesprzyjającej aurze i męczącym klimacie, przy którym nie pomogą nawet najlepsze, najcieplejsze skarpetki. Których nie zagryzie dobra książka ani nie ociepli cudowna kawa z cynamonem, którym nie pomogą długie nocne Polaków rozmowy, momenty płakania w poduszkę, joga i przytulony czule ukochany sierść. Już nie.


I teraz powoli rodzi się moment nie bania się dłużej niepogody. Muszę, po prostu muszę wyciągnąć te buty i pójść w moją niepogodę dla siebie, ze sobą - odzyskać siebie.

Dlatego dziś jest czas na pogrubienie i czcionkę specjalną.

sobota, 23 maja 2009
Naj, naj, naj
Noszę się dzisiaj muzyką. Od samego rana tańczę i śpiewam naj naj naj naj i niestety, faktycznie mało zdolna szansonistka ze mnie.
Who cares...
Naj, naj, naj naj, najmoment jest teraz, mój i tylko mój. I muzyki.
Niech trwa. Niech niesie.

W przelocie zagryzam jeszcze tę muzykę słowami Bodil Malmsten z końca ziemi.
Finistere, ciekawe gdzie jest moje...?



piątek, 22 maja 2009
21:20, ingen_m
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 maja 2009
Dzień sądu
Poniedziałek - będzie, drętwieję. Czy naprawdę chcę...?
Nie wiem. Naprawdę nie wiem.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10