krótko i długo o pannie Nikt
Kategorie: Wszystkie | i takie tam | lodówka | piekło | siostra patrzy | sverige
RSS
środa, 18 kwietnia 2012
:-)
Dzień dobry.
Żyję :-) a blog działa.

No to się popiszę...niedługo ;-) od nowa, od-nowa...

14:40, ingen_m
Link Komentarze (1) »
wtorek, 14 grudnia 2010
hajdmajas
Ubierz się w co chcesz. Ja i tak wiem, że to Ty, psycholu.
Wiem.

Przede mną się nie zakryjesz. I jeśli myślisz, że zacznę kluczyć i unikać - nic z tego, wchodź, czytaj, kopiuj, myśl i CIERP  do woli.


18:31, ingen_m
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 listopada 2010
caravanserai
Ciągle w drodze, ciągle szukam mojego miejsca, bo gdzieś musi być.
Na razie jedyne moje własne miejsce to to tutaj. Ciągle zakryte przed oczami tych, co mnie najchętniej żrą łyżeczkami i z którymi nigdy nie będzie w górę. Nie twierdzę, że to bardzo źle - po prostu czasami tak jest, że chemie się rozmijają, choć sam lukier od czasu do czasu bywa przyjemny.
Ewentualnie to ja jestem jednostką wybitnie aspołeczną i nieprzystosowaną :P


Na razie pewne jest, że kończę pierwsze wakacje w tym roku. Wakacje niezwykłe, bo spędzone samotnie, choć z ludźmi. Odmówiłam bowiem wyjazdów na ciepłe wyspy i inne zapchane plaże "z moją drogą żabą" i wpakowałam się do autobusu zmierzającego do Włoch, by podelektować się Adriatykiem, historią i pastą. Smakowało wybornie, choć krótko, za krótko, za krótko...
...ale za to morze, ciepłe i nieskończone, za tempo Florencji, za Forum Romanum, za możliwość maski i słodycz codziennego wina, za to wszystko, co w mojej głowie - dziękuję i błogosławię sobie i wiem, że zrobię to kolejny raz. Znów sama. Sama, tak jak chcę i tak jak lubię.
Karawanseraj będzie przecież czekać. Żaba niestety też...:P

Dobranoc.


sobota, 01 maja 2010
...
I'll keep your heart with mine
Till you come to me...

czwartek, 08 kwietnia 2010
A wiec jestes, jestes tu, choc tym razem nie czekalam. Drzwi byly zamkniete, wlamales sie zapachem...

Ale jestes. Ciagle, uporczywie taki sam. Zostawiasz te same slady. Tak samo patrzysz. Tak samo krzywisz usta w ironicznym usmiechu. Masz te same szerokie ramiona i szybki, dlugi zurawi krok. I ciagle tak samo bolisz.


Nie potrafie Cie wyrzucic. Przepraszam...

niedziela, 28 marca 2010
Dylemat weselny
Tysiace razy obiecywałam sobie, że w trosce o swój łeb i stan nerwów, nie będę już czytać polskich forów internetowych. Wytrzymywanie w tym postanowieniu jest falowe, dziś jednak znalazłam kolejny kamyczek do tego ogródka.
W odpowiedzi na pytanie czy poszłabym na wesele rodzeństwa mego lubego, rodzeństwa, które mnie nie zapraszało i nie znosi, odpowiadam: "nie, nie poszłabym". Świadomość piątego koła u wozu jest moim zdaniem gorsza niż nażarcie się za free. Podpieranie ścian męczy.
Jednak clou dylematu to luby. Luby-Pozornie-Akceptujący-Wyżej-Powziętą-Decyzję (i to od dawna), ale jednak w ostatniej chwili posuwający się do szantażu pt. "Jak nie przyjdziesz, to sobie wezmę inną". W sensie, że na niby tylko wesele, żeby samemu nie kisić przy stoliku, ale w sumie kto wie?

No i co tu robić? Jak postąpić? Jeśli tego nie wiesz, droga Internautko, polski internet prawdę Ci powie. Wystarczy wrzucić temat na któreś z popularnych forów i zaraz będzie ciąg odpowiedzi, że jeśli się nie przytniesz do czyichś oczekiwań, to znaczy, że nie wiesz czym jest związek. Że facet, który świetnie wiedział jaka jest sytuacja i akceptował Twoją postawę, ma prawo na końcu zachować się jak szczeniak - szantażysta. Że miłość wymaga poświęceń (ale czemu tylko w jedną stronę?). Że faryzejstwo i udawanie jest w niektórych sytuacjach niezbędne. I że przez swoją próbę zachowania autonomii można komuś zniszczyć (!) filozofię życiową i "najpiękniejszy (sic!) dzień w życiu".

Ja tam nie wiem, ale jakbym miała znosić na własnym weselu osoby, których nie znoszę to osobiście bym wolała, żeby nie przychodziły. Bo odwracając sytuację, można sobie wyobrazić, jak czuje się ktoś, kto wie, że jest nielubiany i że mu właśnie jakas baba "wyświadcza łaskę" swoją obecnością z miną krzywą jak po cytrynie. Snujący się bez sensu cień weselny nie tylko sam cierpi - psuje też zabawę innym.

Nie, nie poszłabym. I moim piórkiem u wagi nie byłby ani fakt wewnętrznego rzygu na sama myśl ani perspektywa często-gęsto żałosnej maniery weselnej (obowiązkowy rosołek, kluseczki, kapela disco-polo, obleśne zabawy z macaniem kolanka, pijany wujek Kazio i antysemickie dowcipy itp.) tylko postawa Lubego. Sposób w jaki postanowił rozwiązać problem. Ostrze noża i basta. Bo można było inaczej - spokojnie, jasno, nawet z elementem przekonującym i "poświęcalskim" wraz ze zgniłym kompromisem na końcu - ale tego nie wie ani Luby ani polski internet, z lubością rzucający "gówniarami" i wyrobionymi sądami pod adresem autorki postu. Nie, spokojnie, nie pod moim. Ja naprawdę nie chadzam na wesela, raz, że moje bliskie istoty leją w większości na konwenanse, dwa, wujków Kaziow nie znoszę nawet na trzeźwo.
I nie jestem także sieciową masochistką ;)

Miłej niedzieli ;)





wtorek, 16 marca 2010
Randka w ciemno nr 2
Definitywnie nie będzie markera a nowy tatuaż. Nawet na czole.
Nie szukam męża! Ani pół, do diabła!

Szczerze powiedziawszy, wolałabym zresztą tego diabła. Z nim miałabym przynajmniej okazję dobrze postrzępić sobie jęzor ;) a nie uciekać z konwersacji o nowym samochodzie, nowym telefonie, nowym laptopie, nowych pasjach, nowym fryzjerze, nowej wycieczce do Tunezji, nowej, pięknej plaży w tymże kraju i w innych też oraz tysiącu innych nowych - umówmy się, jak dla mnie, kompletnie nieistotnych - bzdetów.

Plus cudzego słowotoku był jednak taki, że mogłam w spokoju pokontemplować zamówione w formie drina banany.
Banany były przepyszne, polecam gorąco. W wersji single.

Dobrej nocy.


poniedziałek, 15 marca 2010
...
"Nawet wśród ludzi można być samotnym".

Ja bym powiedziała: przede wszystkim właśnie tam.


Mimo wszystko dobrej nocy.


poniedziałek, 08 marca 2010
Randka w ciemno
Następnym razem - o ile takowy będzie - pójdę na randkę z dwoma napisami na czole. Pierwszy z nich: niekoniecznie chcę kończyć dzisiejszy wieczór w pozycji horyzontalnej. Drugi: podobnież nie szukam męża.
Prawdą jest, że jeśli mi zależy na czymkolwiek to nie grzeszę cnotą cierpliwości, ale to tempo prawie mnie zabiło. A szkoda, bo taki ładny, chudy i nawet coś tam z sensem chlapał.
Ale żeby zaraz 69, Mendelssohn i tapety w pokoju dziecinnym to ja przepraszam...

I od wszelkiego wywalę sobie te napisy markerem.

;)

niedziela, 14 lutego 2010
Murek
Otoczyć się, obudować, tak, żeby nikt mnie nie znalazł.
Idealna niedziela. I właściwie każdy inny dzień.
;)

Jest mnie trochę dwie - jedna dla ludzi non stop kolor, druga bardzo nie dla ludzi. Warcząca i łypiąca spode łba na każdy przejaw ruchu bliżej niż 2 metry od siebie.

Ktoś może mi zarzucić, że to kiszka w kontekście mojego zawodu. Spokojnie odpowiadam, że przynajmniej dla mnie to trochę tak jak założenie innej pary butów - na tym polega profesjonalizm. Nie jestem psychologiem 24 na dobę. Nie mogłabym tak funkcjonować, bo zwyczajnie jestem dla siebie ważna, wbrew obiegowym mądrościom o judymizacji mojego zajęcia. Tak zresztą najczęściej próbują pouczać mnie ci, którzy z psychologią mają tyle wspólnego, co niejaka Nelli R. z myśleniem. Czyli nic.
To samo staram się przekazać ludziom, z którymi pracuję. Że tylko wtedy, gdy staną się dla siebie ważni, kochani i wspaniali, tylko wtedy, gdy pozwolą sobie na wewnętrzną wolność, na choćby skrawek niepodległości - tylko wtedy świat odkłoni im się tym samym.

Nie można ciągle być na drugim, trzecim albo trzydziestym planie, choć kiedyś w zupełnie inna stronę, na każdej niwie - rodzinnej, przyjacielskiej, miłosnej, zawodowej - spinałam poślady. I jeszcze potem umierałam z rozpaczy na każde złe, moim zdaniem, skrzywienie ust istot wokół.

Nie walczę już z tym, choć nie raz za to obrywam. Tym zdrowiej wraca mi się do chwil dzielonych z innymi, tym cudowniej tęskni mi się do cudzego śmiechu, dotyku, obecności...
...niemniej jednak chyba nie do końca jeszcze się nadaję dla innych. Chyba, że ktoś pasjami uwielbia huragany, to się ładnie i gorąco polecam :)

Ale jest już powoli inaczej. Musi na Olandii wiać dobry wiatr ;)



18:56, ingen_m
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10