krótko i długo o pannie Nikt
Kategorie: Wszystkie | i takie tam | lodówka | piekło | siostra patrzy | sverige
RSS
środa, 19 września 2012
Żony ze Stepford

"Powinnaś znaleźć sobie męża" - powiedziała moja babcia, cmokając w słuchawkę.

"Oho"- pomyślałam sobie - "Zaczyna się".

"Ale takiego, który będzie Cię kochał i słuchał..."

"Babciu, takich egzemplarzy nie produkują".

No bo nie produkują. Kochanie i słuchanie wedle moich ancestorek to bowiem nic innego, jak zasada szyi. Czyli bierzesz sobie chłopa na głowę i kręcisz. Nic to, że czasami spada Ci na bary, bo swój krzyż musisz, kochana, wziąć na plecy i tyle. Że ciężko? No co Ty! Miód wspólnego czasu osłodzi ból barków. Masaż łóżkowy nawet naprostuje zmęczone członki. Ty kręcisz.

Ale ja nie chcę kręcić.

Ani kogoś ani siebie. Nie mam bowiem ani siły ani ochoty ani determinacji i na dodatek odpowiednio wyrobionych mięśni. Nie chcę i już. Nie potrzebuję zasuwać jak afrykańska dziewczyna z dzbankiem oczekiwań na głowie. Nie potrzebuję głowy by za mnie kombinowała. Nie chcę się rozglądać za wszystkie strony za efektami cudzych kombinowań. Nie umiem obłaskawiać żelazkiem i garnkiem. Nie mogę mieszkać w czyimś Stepford, nawet jeśli czasami dobrze mi w fartuszku.

Nie dogadamy się.

Co gorsza, nie dogadam się też z młodszymi - bo para spodni nie wyznacza mi azymutu, chyba, że mówimy o moich ;) A mentalność, pomimo galopującego czasu, jest ciągle ta sama - łap, goń, bierz i kręć szyją.

A nie można by tak na poziomie rąk...?