krótko i długo o pannie Nikt
Kategorie: Wszystkie | i takie tam | lodówka | piekło | siostra patrzy | sverige
RSS
czwartek, 07 czerwca 2012
Sceny z rozmów kwalifikacyjnych
Rozsyłam się ostatnio do lubych pracodawców in spe jak wariatka, bo nie ma, że boli, ster trzeba w ręce i dalej...lepsze jest wrogiem dobrego a że kontrakt dobiega końca a nie mam w zanadrzu męża milionera, cioci z Hameryki czy innego mniej absorbującego źródła dochodu to cóż...
...niektórzy pracodawcy są nawet tak mili, że odpowiadają. Jakiś co setny tak mniej więcej.

I teraz kilka reminescencji, bo zaprawdę, powiadam Wam, godne wyciągnięcia na wierzch.

Scena I
Siedziała komisja napuszona. Przed nimi ja, na krzesełku, usta nie w ciup, nóżęta normalnie a nie takie sklejone, luz w plecach. Komisja groźnie łypała, po czym nabrała powietrza  w płuca i po kolei poleciałastandardem: jakie mam dwie (!!!) główne wady, czy mam za sobą epizody w służbach mundurowych oraz jak bym psychologicznie pojechała z grupą wypalonych 50+. Na koniec spytała oczywiście o zarobki, po czym po mojej odpowiedzi wzniosła oczy do nieba.

Scena II
Siedziała komisja napuszona, oj napuszona. Ja przed nimi, boczkiem, bo tak krzesło mieli ustawione nielogicznie. Za przestawienie zebrałam burę na dzień dobry, więc z góry uznałam, że będę się "dobrze" bawić. Komisja, załypawszy, spytała mnie o: wady, zalety, motywację do pracy akurat o nich i o zarobki. Po moich wszystkich odpowiedziach wznosiła oczy do nieba a po zarobkach - odlecieli tam kolektywnie. Stanowisko miało być kierownicze a wymogi - nawet do siódmego nieba włącznie.

Scena III
Komisja dwuosobowa, siedziała, siedziała, napuszona i, a jakże! łypiąca. Gadała do mnie w językami i domagała się wskazania IP. Na moje zapytanie po cóż to i jaki ma to związek w moją przyszłą ewentualną pracą, usłyszałam, że zasadniczy, bo to właśnie będę robić - w outsourcingowym call center. A Hrówka wcześniej kląskała na inną nutę...hmmmmm. Na odpowiedź o oczekiwane zarobki, oczywiście wznieśli hurtowo oczy do nieba, dodatkowo nabrali wyrazu niesmaku na twarze i całkiem możliwe, że im został.

Nie wysyłam się gdziebądź. Nie wysyłam CV na oferty, gdzie nie spełniam wymogów, bo nie chcę zawracać komuś zada. Nie wysyłam w niektóre typy miejsc, bo wiem, że tam nie płacą godziwie ( vide oświata czy szpitale, szczególnie jeśli jest to wynalazek pt. 5/8 czy 12/167 etatu). Listów motywacyjnych nie pisze z kalki, cefałek też na dobą sprawę. Przygotowuję się do rozmów, zawsze pytam o możliwy plan rozmowy. Szanuję czas i swój i potencjalnego pracodawcy, tym bardziej, ze hardkorowo potrafię pojechać na rozmowę na drugi koniec kraju. Tymczasem:

- rozmowy nagminnie bywają opóźniane, o czym bywam informowana tuż przed, o ile w ogóle;

- rekruterzy zadają mi pytania z tzw.dupy i/lub świadczące o tym, że nawet nie przeczytali mojego CV;

- rekrutujący pozwalają sobie także na pytania łamiące Kodeks i/lub nawet obraźliwe i padają ze zdziwienia, że są traktowani przeze mnie adekwatnie do stopnia własnej bezczelności;

- zarobki w danej firmie to tajemnica strzeżona lepiej niż tajemnice fatimskie; zaprawdę oszczędzilibyśmy sobie czas, gdyby z góry było wiadomo, że zarobię tyle i tyle i ani złotówki więcej. Poza tym daliby odpocząć oczom i niebu a i mój budżet dojazdowy byłby mniejszy, bo co to jest, jak nie zwykłe kurestwo, gdy na trzecim etapie rekrutacji nadal nikt nie chce gadać ze mną o zarobkach...;/

- wreszcie po zakończeniu całości zazwyczaj nie doczekuję się odpowiedzi o wynikach rekrutacji. Ponieważ nie mam kłopotu z obsługiwaniem maila i telefonu to się przypominam i wtedy nader często burczy mi ta słuchawka, ze hej.

Na koniec hicior:
Znalazłam niedawno ciekawe dość ogłoszenie. Posłałam się spakowana w pdf. Oddzwonili od razu (!!), achy, ochy, w następnym tygodniu spotkanie w celu dogadania szczegółów współpracy. Nie powiem - ucieszyłam się. Skowronkowo czekałam na telefon w poniedziałek. Zadzwonił. Miła Pani rzekła, że przeprasza, ale im chodzi bardziej o doradztwo a nie o psychologa i nici wielkie z naszej współpracy - chociaż w ogłoszeniu stało jak byk, że chcą psychologa. Jak spytałam, oniemiała ciut, o jakie doradztwo, odparła, że "życiowe" a od kobiety po trzydziestce takowego można jeszcze (sic!!!!!!!!!!!!!!) nie oczekiwać.

Kurtyna, pffffff.