krótko i długo o pannie Nikt
Kategorie: Wszystkie | i takie tam | lodówka | piekło | siostra patrzy | sverige
RSS
czwartek, 31 maja 2012
Baby, ach te baby ;)
Przed kilkoma dniami zadzwoniło do mnie Wściekłe_Dziewczę, pieniące mi się w słuchawce niczym proszek E. Co ja piszę - to był Zgoła Rekin, Harpia i Pirania w jednym, bynajmniej nie Anioł, no chyba, że Anioł Zagłady.
W pierwszej chwili utraciłam zdolność mówienia, częściowo zdegustowana a częściowo zachwycona słowotokiem Zgoła Rekina, w którym nader często latały kury i inne części ciała. Jednak ze względu na pewną monotonię wypowiedzi, nie zdzierżyłam w którymś momencie i gromko rzuciłam do słuchawki: "Ale o co chodzi?????!!!!", czym zgrabnie przejęłam piłeczkę i pożeglowałam w kierunku bramki, bo Rekin chyba zgłupiał, zamilkł i...zamilkł. I tak byśmy sobie pewnie milczały do dzisiaj, co samo w sobie dla mnie byłoby bezkosztowe, pomijając zdrętwienie ręki, gdy nagle uprzedni słowotok wieszczący mój rychły upadek, skatalizował się w innej formie.
Otóż Rekin poleciał w ślozy.
Mecz zaczął przybierać wynik 2:1 do Rekina, bo tu niestety nie wytrzymało moje słabe serce i prawie się wbijałam do słuchawki, żeby przytulić tego rybiego ssaka, kiedy z tejże padło: "no bo ja...bo ja...bym chciała, żeby Pani zostawiła Grzesia* w spokoju".

Wygrała. Znokautowała mnie zaskoczeniem.

Jak mi buk niemiły, nie robię bowiem żadnego niespokoju żadnemu Grzesiowi*. Czym prędzej oznajmiłam to już zupełnie zasmarkanemu Rekinowi po drugiej stronie, na co rzeczona interlokutorka rozwyła się jeszcze bardziej. Celowo nie lecę tu w metafory zwierzęce, bo co za dużo to i świnia nie zeżre, ale proszę sobie wyobrazić: zima, las, księżyc i takie coś, co do tego wyje. Właśnie taki dźwięk miałam w słuchawce i to przez bite pięć minut.
Zupełnie już załamana tym faktem oraz insynuacjami odnośnie moich zapędów w stronę jakiegoś innego ssaka płci przeciwnej, zebrałam się w sobie, w psychologu i tak! - popracowałam trochę na Rekiniej Duszy.

Zadziałało. Znaczy zadziałało tak, że po pewnym czasie Rekin pożegnał się ze mną sentencją pt. "Dziękuję, przepraszam i miłego dnia" oraz prawie uśmiechem (tu tez celowo nie rozwodzę się z opisem, no bo jakoś tak...śmiejący się Rekin trąci pewną perwersją...). Co się dalej stało z Wiarołomcą na G. - nie wiem i nie pociąga mnie ta wiedza. Osobiście, jeśli tenże robi koło pióra Rekinowi to życzę mu jak najgorzej. A jeśli ktos napuścił na mnie, bogu ducha winną dziewczynę, drugą bogu ducha winną i naraził ją na zezwierzęcenie telefoniczne oraz koszta zupełnie realne - życzę mu/jej nawet jeszcze gorzej niż owemu obiektowi westchnień Rekinich.

No bo skądś miała mój numer, prawda?
Rada na dziś brzmi zatem tak: zrób sobie rachunek sumienia a potem uważaj, bo może i we mnie siedzi Rekin...albo dwa.

Dobrej nocy.

* - imię zostało zmienione, rzecz jasna
poniedziałek, 21 maja 2012
Kronika zaćmień prawdopodobnie ludzkich
Teraz Ingen czyli ja. Normalnie, bo ściągnęłam kozaczki :P i tradycyjnie zrobiłam napad wnętrzarski. A oto wyznania podsumowujące - jakieś ostatnie 6 m-cy.

1. Bawiłam się półgębkiem. Pół twarzy miałam umalowane a resztę niekoniecznie. Co lepsze, zauważyłam to dopiero w przebieralni w Orsayu, bo koleżanka w której towarzystwie byłam nie pisnęła ani słowa, a na moje zarzuty odparła: "no co, przecież  widziałam Cię tylko z jednej strony." Taaaaaaa...

2. Odkryłam nowe gatunki ryb: wososia łędzonego i minet (!!!) z filtaja. Wszystko podlane czosem sosnkowym. Polska mowa trudna być a dla mnie zamyślonej to, jak widać, już total kaputt alles klar.

3. Dalej zamyślona wyszłam ze sklepu z koszykiem nie płacąc za zakupy. Nikt mnie nie zatrzymał, o dziwo. O dziwo większe, jak wróciłam zapłacić to mi nie uwierzyli...

4. Zadzwoniłam ze swojego prywatnego numeru na tzw. numer alarmowy, myśląc, że dzwonię do koleżanki z pracy i nie patrząc na wyświetlacz, rzuciłam do słuchawki: "Podaj mi PIN do służbowego fona, co?", na co Pani dyżurująca ofukała mnie jak Bonifacy po utracie pieca. Panią najmocniej przepraszam. Odreagowałam histerycznym rzężeniem. I do dzisiaj nie wiem jak i dlaczego mi się pochromiliło numerycznie.

5. Miałam szereg przygód bieliźnianych, ale o tym może kiedy indziej...?

6. Oraz zgubiłam buty we własnym mieszkaniu. W trakcie poszukiwań wzbogaciłam garderobę o męskie bokserki i parę skarpet, też męskich. Wyglądają na niezbyt zużyte. Proszę mi nie zadawać trudnych pytań, bo to w końcu też bielizna.

7. Wreszcie ostatnio wyszłam do pracy ubrana we wszystko na lewą stronę. Ale ja wstaję do pracy o 6.00...:D


Zatem dobranoc :)
Blogaskiem jestem
Cześć, mam na imię Magda i dziś napiszę Wam trochę o tym jak spędziłam dzień. Ponieważ było zimno i padał śnieg, to poszłam do sklepu pod blokiem i zakupiłam koronkę i drucik. Ten drucik to taki stylowy, bo będę z niego robić ozdobę na szyję. Przepis na wykonanie znalazłam gdzies w internecie hyhy. Będę mieć fajny naszyjnik, lepszy nawet  niż te z Zary za 49,90.
Po południu postanowiłam zrobic sobie postój pełen radości i przetestowałam maseczkę, która przyniósł mi listonosz a zamówiłam ja na allegro. Zachęcam do zakupów na allegro, bo tam jest dużo rzeczy fajnych i tanich, które można potem potestowac w domowym zaciszu. Buziaki.
Dzisiaj cały dzien miałam na sobie szlafrok i kozaki jak szlam w tym sniegu do sklepu.
Nie mam fotki niestety, bo było ciemno, ale Wam opiszę mój strój. Szlafrok był w krateczkę czerwoną i białą, a kozaki pod kolor miałam białe :) Oczywiście z lumpa. Cmokam i uciekam.


...luz, mam chwilowe odbicie. Czytam albowiem inne blogi i możliwe, że mi się udziela. Gdzie jest wstyd, ja sie pytam, no gdzie?
...tak na puszczy ryczę, wiem...

Pa. Buziole :P :P
czwartek, 10 maja 2012
O zanikniętych ustach społeczeństwa
Dlaczego w tym kraju nikt się nie uśmiecha????
Poszłam Ci ja dzisiaj pobiegać po sklepach, zwanych szumnie galeriami (taaaaaaak, sztuki tam od groma...) w celu wyprostowania sobie nastroju oraz uzupełnienia kilku kolekcji, obuwniczej między innymi. Ale, że bywam kompulsywna zakupowo, zahaczyłam jeszcze o kilka innych przybytków Lewiatana, haha...
...no i zderzyłam się mocno z polską smutą. I żeby jeszcze jakieś ostrzeżenie, to nie. Zarobiłam w pysk takim pffff wydęciem ust na moje zapytanie, że szczęka poleciała mi w okolice kostek. Jeszcze zdążyło mi przelecieć przez myśl, że niechcący cofnęłam się w czasie i tak naprawdę stoję w mięsnym w PRLu, ale wystrój wokół obalił mi skutecznie tą teorię, przynajmniej w zasięgu wzroku. Co prawda z głową było już gorzej, bo po tym co usłyszałam i jak zostałam potraktowana, nie wiem jak miałabym się dać przekonać, że "my juz som Amerykany".
Długo jeszcze nie będziemy, o nie.
A wystarczyłoby się tylko uśmiechnąć - na początek. Możliwe jednak że naród zbiorowo cierpi na niedobór witaminy B2 i stąd musi zaciskać, zaciskać te wargi aż do ich zaniku...bo inaczej pęknie z kretesem...

Zalecam zatem dobranocnie szpinak, mięcho i jaja...

;)