krótko i długo o pannie Nikt
Kategorie: Wszystkie | i takie tam | lodówka | piekło | siostra patrzy | sverige
RSS
wtorek, 30 grudnia 2008
Niemyśląca żaba
Jest sobie pewien człowiek, nazwijmy go S. Człowiek S. charakteryzuje się głęboką wiarą we własną wyjątkowość i galopującą inteligencję a także objawiającą się raz po raz ciągotką do utworzenia stadła z moja skromną osobą. Na nic moje tłumaczenia i uniki - tak sobie postanowił, tak będzie mieć! Inżynier to w końcu dobra partia a mnie ponoć zegar biologiczny już nawet nie bije a wali. Moje chciejstwo, czy raczej w tym wypadku niechciejstwo, nie ma tu nic do gadania.

Wczoraj S. przypuścił kolejny szturm. Via sms, gwoli ścisłości. Ponieważ początki zazwyczaj bywają najtrudniejsze, a i tu nie do końca wiadomo o czym gadac z rudą, wredną i w dodatku babą , a więc z definicji głupszą, zarzucił mnie S. o jakże porywającą "zajawką" pt. "Co teraz robisz?". Mój "przeintelektualizowany" kobiecy umysł i wewnętrzny chcochlik w pierwszym odruchu chciał zarzucić S. cytatem z Ciorana o doznawaniu siebie, ale ponieważ mogłoby to rozpętać festiwal głupich pytań i ciąg dziwnych skojarzeń, odpisałam prostolinijnie i bardzo zgodnie z prawdą, że odpoczywam po pracy.


Po chwili zapikała mi w telefonie koperta z ekstatycznym wykrzyknikiem komentującym moje chodzenie do pracy (jakby to był powód do ekscytacji...), po czym nastąpiło lekkie wyhamowanie i kolejne pytanie, dotyczące długości mojego odpoczynku. Ponieważ w międzyczasie zamknęłam w piwnicy chochlika i stałam się, zgodnie z oczekiwaniami, Bardzo_Grzeczną_Dziewczynką, która Bardzo_Grzecznie_Odpowiada, nie posłałam jeszcze kolegi do diabła, ale uprzejmie poinformowałam go, że odpoczywam tak długo jak jest mi to potrzebne do zregenerowania sił przed ponownym pójściem do pracy.

Po chwili pewnej ciszy (konsternacji? hmm) otrzymałam kolejną wiadomość z zapytaniem czy ja "gdzieś nie idę"? Po tym pytaniu doszłam do wniosku, że naturalna blondynka we mnie jest tylko i wyłącznie pomyłką genetyczną, bo szybko bezbłędnie wyłuskałam sens tejże wiadomości a mianowicie, czy mam plany na Sylwestra. I w tym momencie złe i rude wylazło ze mnie na wierzch, możliwe, że zeżarło mu kłódkę w piwnicy. Odpisałam mianowicie tak: "Teraz? ;-P (pauza) Tak, idę, mam już plany". Dwie sekundy później w moim telefonie objawił się spodziewany wyrzut: "Ale ja pytałem o Sylwestra", na co wyjaśniłam, że wiem i że moja odpowiedź na jego pytanie jest zawarta w drugiej części mojej wiadomości, zaraz po pauzie.
Na to przyszło rozbrajające stwierdzenie: "Nic nie kumam". Ręce mi opadły i hamując chochlika, spokojnie i jasno napisałam raz jeszcze, że mam już plany sylwestrowe. W odpowiedzi kolejny raz zobaczyłam na wyświetlaczu swojego telefonu, że S. "nie zakumał bazy" i pojechał techniką zdartej płyty "No ale czy Ty idziesz gdzieś na Sylwestra czy nie?". Zeźliło mnie już okrutnie i zamieniając się w Królową Śniegu, pożegnałam ozięble adoratora. Co było dalej?

"Nie to nie, łaski bzy".

No pewnie, że wolę bzy, zwłaszcza przy akompaniamencie walącego zegara :)
wtorek, 23 grudnia 2008
...
Kłębek w brzuchu, kłębek w głowie.
Zagryzam swoje rozpacze myślami z gatunku "spokój po skoku z wieżowca".


Notoryczny brak snu chyba nie robi mi dobrze, ale boję się zasypiać, bo szczególnie tam brak mi ukojenia...Ciągle spadam, ciągle wykręcam ten sam numer, ciągle uciekam, ciągle słyszę słowa wyrzutu. Wolę zatem leżeć i kontemplować gwiazdki na suficie.


Niedługo wypłaczę wszystkie kolory oczu.
Nie chcę czuć, nie chcę pamiętać.
Chcę wiedzieć.


sobota, 20 grudnia 2008
Wielki pisarz
Pojechałam Ci ja dziś do centrum handlowego M1 celem zakupu prezentów dla członków bliższych i dalszych oraz siebie. Co prawda rokrocznie obiecuję sobie, że to "ostatni raz"i że "nigdy więcej", że wszystkie następne prezenty kupię tylko i wyłącznie via internet i że w ogóle zrobię to pół roku przed świętami, po czym na parę dni przed Wigilią karnie zbieram się do położonego nieopodal centrum handlowego i dokupuję różne różności, w zestawach i nie. Przy okazji prowadzę zakrojone nas szeroką skalę obserwacje mas kupujących i dzisiaj wpadła mi w oko i ucho taka perełka:

Pani i Pan spacerowali sobie po EMPIKu, za rączkę. Pan minę miał marsową a Pani pewien obłęd w oczach. Obłęd podszyty widocznym zachwytem, dodajmy. No bo proszę Państwa: tu bombka, tam łańcuch, tu Lindt za jedyne 20 złotych, tam gratisek do zestawu szesnastu książek. Tytuły pięknie wydanych książek tańczą przed oczami, pięknie opakowane arcydzieła mistrzów X Muzy czekają na zakup, a z głośników równie pięknie na temat swego podarowanego serduszka produkuje się George Michael...Słowem - kulturka pełną gębą i to na wyciągnięcie ręki - uzbrojonej oczywiście w grubaśny portfel.Kupować, kupować, wybierać, nie umierać!


I nagle w tym ferworze bodźców obłędny wzrok Pani zawiesił się na dłużej na jednej z półek. W jednej chwili Pan mocniej ścisnął rączkę, usztywnił się i najpierw gwałtownie przystanął, po czym drobiąc kroczki nieznacznie przysunął się bliżej.
-Taaaak...???? - zawisło w powietrzu niezadane głośno pytanie. Jego portfel, jak podejrzewam, w tym momencie zwinął się do pozycji pre-embrionalnej i zakleszczył gdzieś na dnie kieszeni.
- Zobacz, kochanie, tu jest King! - podekscytowała się Pani i podskoczyła, zupełnie jakby nieświadoma imadłopodobnych manewrów towarzysza.
- No jak to, nie wiesz kto to King?? - oburzyła się sekundę później,kiedy dotarło do niej, że Pan nadal robi za skałę a jej nadgarstkowi zaczyna sie to udzielać. I że jest to jedyna forma komunikacji między nimi, nie licząc wzroku rozjuszonego buhaja, gdyż Panu odjęło mowę. Na dłużej jakby.
Na takie dictum Pani przystąpiła do frontalnego ataku:
- King to jest wielki pisarz!I pisze bardzo trudne powieści!Strasznie trudno się go czyta, serio! Mówię Ci!Czy Ty mnie w ogóle słuchasz????
A ponieważ jej towarzysz nie zareagował i nadal milczał, uporczywie kontemplując wzrokiem przestrzeń gdzieś ponad jej głową, Pani głęboko odetchnęła i zdecydowanie mniej emocjonalnym głosem dodała:
- I dlatego może lepiej go nie kupujmy, bo nie wiem, czy dam radę przeczytać do końca. Chodźmy może do Niny*, wypatrzę tam sobie jakiś ładny drobiazg pod choinkę...
- Chodźmy - odparł entuzjastycznie Pan, porzucając rolę słupa soli i przeobrażając się w rączego jelenia, który ochoczo pognał ze swoją łanią w kierunku wyjścia.

Kurtyna.

*Nina - sklep z mniej lub bardziej frywolną bielizną damską.


piątek, 19 grudnia 2008
...
Kawa.

Śnieg.

Druga kawa.

Trzecia.

I jeszcze jedna.



Plus chusteczka.

Druga.

Trzecia.

I jeszcze jedna.



...a Śnieg nadal pada...



piątek, 12 grudnia 2008
Do L.
Dziękuję Ci, L.
Dziękuję za dzisiejszy popołudniowy moment na dywanie, kiedy po raz pierwszy od dłuższego czasu płakałam n a p r a w d ę.
Dziękuję też Astrid i Veronice za trzy ostatnie dni. Za wspólny śmiech, za połączone łzy, za drżenie w gardle i w rękach, za marzenia i za rozterki.
Dziękuję za słońce i deszcz i za przypomnienie mi paru zapomnianych kolorów.
Dziękuję.
Dziękuję.
czwartek, 11 grudnia 2008
Sexy doll
Znowu mnie dławi tęsknota na tę samą nutę: marzę, by się znieczulić, przebrać, zagrać na starych namiętnościach i nie myśleć zbyt szybko o jutrze, w każdym razie nie przed wyjściem.
Wystarczy pomalować usta na mocną czerwień, otworzyć drzwi i...



środa, 10 grudnia 2008
Książkowy łańcuszek odnornikowy :)
Łańcuszek inny niż wszystkie :)

O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?
Każdej możliwej, choć zdecydowanie najchętniej zagłębiam się w lekturę wieczorową porą.

Gdzie czytasz?
Wszędzie :) W pociągach, środkach komunikacji miejskiej(nawet stojąc), na przystankach, na parkowych ławkach, w kawiarenkach, w kolejce na poczcie, przy stole, w trakcie pichcenia, jak leżę, podczas suszenia włosów i oglądania telewizji...i mogę tak wymieniać do uśmiechniętej śmierci :)

Jeśli czytasz na leżąco (w łóżku) to czytasz najchętniej na plecach czy na brzuchu?
Mnie najlepiej na boczku z podpórką głowy. Primo, niczego sobie nie zgniatam, secundo, mogę nogami przy lekturze pomachać i porozciągać zastane stawy ;)

Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?
Mam duży rozrzut, jeśli idzie o gatunki, nie wybaczam jedynie zanudzania czytelnika.

Książka, która zmieniła najwięcej?
Jeśli najwięcej to zdecydowanie "Nieznośna lekkość bytu".

Co czytałaś ostatnio?
"Ett oskrivet blad" i "Musselstranden" Marie Hermanson. Z polskojęzycznych "Nie przed zachodem słońca" Johanny Sinisalo.

Co czytasz aktualnie?
"Niech wieje dobry wiatr" Lindy Olsson oraz tysięczny raz "Biegnącą z wilkami" Clarissy Pinkoli Estes.

Używasz zakładek czy zaginasz rogi?Jeśli używasz, to jakie one są?
Za zaginanie rogów powinna być kara w postaci nieustającego czytania najbardziej znienawidzonych książek ;) Nie niszczę książek, bo jak tu niszczyć coś co się kocha?
Zakładek używam za to nagminnie i patologicznie ;) a robię je najczęściej sama z tego, co mi w łapki wpadnie, oczywiście poza produktami spożywczymi :)

Co sądzisz o książkach do słuchania?
Umówmy się - mając do wyboru słuchanie o a zastosowanie w praktyce Kamasutry, wybrałabym drugą opcję. Zdecydowanie :)

Co sądzisz o e-bookach?
Znów wychodzi ze mnie skostniały tradycjonalizm, ale rzadko sięgam po e-booki. Co to za książka, której nie można dotknąć i powąchać oraz zabrać ze sobą do autobusu? ;)

poniedziałek, 08 grudnia 2008
Kula w gardle
Pomogli mi wejść do dołu. Najpierw go wykopali oczywiście, zamaskowując kształt przyjaznymi uśmiechami i ciepłymi słowami. Potem wmówili, że tak będzie dobrze, wygodnie, spokojnie i błogo. I cicho. I bezpiecznie. I akceptowalnie. I w ogóle wspaniale, choć może ciut biednie...

A teraz mnie zasypują, wolno, zawzięcie, bez ustanku.
Nie potrafię uciec, boję się.
Na dole grząsko...

ALE CHYBA NIE MAM INNEGO WYJŚCIA.


Dobranoc...


niedziela, 07 grudnia 2008
O tym, czego nie zdążyłam
Chciałam Ci opowiedzieć o wierszu Poniedzielskiego, tym ostatnim zwierciadlanym.
Chciałam Ci opowiedzieć o innych jeszcze wierszach
I o niebie zimnym błękitnie nad betonową bryłą mojego domu.
Chciałam Ci opowiedzieć o tym, co znalazłam w książkach Amy Tan
I że lubię smak goryczy na koniuszku języka.
Chciałam Ci opowiedzieć o zamkniętych oczach i zaśpiewać Effigy Strawfoota, chociaż nie umiem.
Chciałam Ci opowiedzieć o tańcu z nożami i o tym, że boję się wody.
I jeszcze o tysiącach innych bzdetów nie-bzdetów, którymi wylepiam sobie dzień.


...zwraca się uwagę potencjalnego czytelnika na użycie czasu przeszłego w powyższym. Wzorem kruka z Tennysona powtarzam sobie bowiem ponuro: "Nigdy więcej!"

I niech tak zostanie.



sobota, 06 grudnia 2008
W hotelowym pokoiku...
Kocham pokoje hotelowe.

Kiedyś ich nie znosiłam, ale było to w tych przedpotopowych czasach gdy jako młoda adeptka trudnej sztuki hotelarskiej (którą to adeptką zostałam z braku wyboru,na życzenie ówczesnych właścicieli mego mózgu) z zaciśniętymi ze złości i wysiłku zębami wyręczałam leniwe pokojowe w ich pracy, co mi później honorowano idiotycznym wpisem na mój temat w tzw.dzienniczku praktyk, wraz ze stosowną oceną. I tak wzbogaciłam wiedzę o sobie o rzeczy niezwykle istotne i kluczowe dla mojego dalszego istnienia: że podłogę ładnie myję a jak się postaram to potrafię nawet dobrze wyprasować gościowi koszulę...

Porzuciłam zatem bez żalu hotelarstwo i zajęłam się rozbieraniem wnętrz ludzkich na części pierwsze, najpierw jako osioł tematyczny wcinający suchą wiedzę, potem ślepiutki i naiwny osesek, wreszcie jako raczkująca praktyczka-rozbieraczka, z mozołem kopiąca w cudzych emocjach i z równym mozołem cały czas się szkoląca.
Szkolenia znów sprowadziły mnie do pokoi hotelowych, ale teraz nie myję w nich podłóg i nie przebieram łóżek. Teraz sama w nich mieszkam, leże, uczę się, spozywam trunki wyskokowe i nie, jadam, ubieram się, sypiam - sama i nie, nakładam makijaż, marzę, zaciągam Virginią...
I kocham je, kocham ich obcesowość, dystans, przeżycia zapisane w meblach, odgłosy zza ścian oraz spokój i anonimowość. Nic nie muszę, dużo mogę i bywam cudownie sama...

Jedynie kiedy dekoruję klamkę wywieszką pt. "proszę posprzątać pokój", ogarnia mnie coś na kształt wyrzutów sumienia...
 
1 , 2