krótko i długo o pannie Nikt
Kategorie: Wszystkie | i takie tam | lodówka | piekło | siostra patrzy | sverige
RSS
niedziela, 30 listopada 2008
Down in a hole
Bury me softly in this womb
I give this part of me for you
Sand rains down and here I sit
Holding rare flowers
In a tomb...in bloom

Down in a hole and I dont know if I can be saved
See my heart I decorate it like a grave
You dont understand who they
Thought I was supposed to be
Look at me now a man
Who wont let himself be

Down in a hole, feelin so small
Down in a hole, losin my soul
Id like to fly,
But my wings have been so denied

Down in a hole and theyve put all
The stones in their place
Ive eaten the sun so my tongue
Has been burned of the taste
I have been guilty
Of kicking myself in the teeth
I will speak no more
Of my feelings beneath

Down in a hole, feelin so small
Down in a hole, losin my soul
Id like to fly but my
Wings have been so denied

Bury me softly in this womb
Oh I want to be inside of you
I give this part of me for you
Oh I want to be inside of you
Sand rains down and here I sit
Holding rare flowers (oh I want to be inside of you)
In a tomb...in bloom
Oh I want to be inside...

Down in a hole, feelin so small
Down in a hole, losin my soul
Down in a hole, feelin so small
Down in a hole, outta control
Id like to fly but my
Wings have been so denied
sobota, 29 listopada 2008
Ha!
Wczoraj, po wstrętnym, nieprzyjemnym i garowym dniu, wróciłam do rozkosznie zimnego domku i zastałam na biurku wielką kopertę. Ze Szwecji. Drżącymi z zimna i z obaw rękami rozdarłam ją i znalazłam piękną teczkę w kolorze ecru a w niej:

BEVIS OM LEGITIMATION SOM PSYKOLOG :) z moim rzecz jasna imieniem i nazwiskiem :)

Gdyby ktoś miałby jeszcze jakieś wątpliwości: zostałam w końcu zarejestrowana w Socialstyrelsen i mam prawo do wykonywania zawodu w Szwecji :)

Miły zaiste akcent końcowy na dzień okraszony oskarżeniami pod moim adresem, nieprzyjemnościami, katarem i rozpaczą na przemian z górką.

Znów walizki nadszedł czas...
Mało piszę i rzadko podczytuję ostatnio inne blogi, ale bierze się to z mojego obłożenia pracą i notorycznymi wyjazdami w delegacje i na szkolenia, co ma pewne plusy, jak np. nieoglądanie pewnych facjat, ale jest też zwyczajnie męczące. Po całym dniu wykładów, bzdetów, ćwiczeń, rozmów nie mam ani siły ani ochoty na nic, a po powrocie do pracy tempem tgv nadrabiam zaległości i przyjmuje stosy spragnionych porady doradczej klientów.
Marzy mi się urlop, długi, leżący, nietrzeźwy i z telefonem poza zasięgiem.
Jest jeszcze jeden wieeeeelki (dosłownie) plus mojego notorycznego targania się z walizą: mam piękną muskulaturę ramion, rozwiniętą conajmniej jak u młodego Arnolda ;)
środa, 26 listopada 2008
O wężu
Użarł mnie wąż.
I nie przechodzi.Zresztą, nawet się nie staram. Jestem...
Podlec...
I tyle...
Jak dobrze-niedobrze...;)


Zmiatam z powrotem na swoją huśtawkę ;)
niedziela, 23 listopada 2008
Inglisz is fan;P
Klaps z życia.
Dawno temu, jedna z moich koleżanek, będąc jeszcze dziecięciem licealnym, została wywołana do tablicy. Wywołanie miało miejsce na lekcji języka angielskiego.
Pani z angielskiego: A., przetłumacz proszę takie zdanie: "To mi nie pasuje".
A. myśli w skupieniu i długo.
Pani (po chwili, lekko poirytowana): No szybciej A.
A.(uradowana, z eureką w oczach): It doesn't fiut me!!


Miłego dnia!
sobota, 22 listopada 2008
Wtręt własny po;)
Dzisiaj za poetą powtarzam "Smutno mi, Boże", bo wróciłam z tygodniowej bajki w kominy i urzędniczo-pracownicze absurdy.
Nowej bajki mi trzeba, do kogokolwiek, obojętnie czy u góry czy na dole ;)

Plus kąsa mnie taki jeszcze inny wąż, ale to temat na inny dzień i inną porę...
piątek, 14 listopada 2008
Tak chcę
Takie same usta masz rozchylone...
Takie same dłonie wciąż koją mnie...

Miałeś. Koiły mnie. Czasami nadal mnie koją nad ranem w głowie, kiedy budzę się nagle i czuję uciekający fragment Twojego dotyku. Kiedy jeszcze przez sekundę-dwie pamiętam Twój zapach. Potem mogę tylko leżeć i pamiętać...

Nieważne, że jesteś już obcy i nie mój. Będziesz tu, bo tak chcę, kiedy chcę, taki, jakiego chcę.

Bo niczego więcej nie mogę.

J. dziękuję. Bądź szczęśliwy, gdzieś tam...
Kocham pana, panie Hubercie
Dotarłam do jednego pana w MPiPSie, wzięłam do serca jego wskazówki i sugestie, przelałam je na papier i moje kochane ministerstwo odpisało! Teraz z ustrojstwem walczy tłumacz przysięgły a ja hoduję wrzody żołądka i nałóg alkoholowy jednocześnie, wszystko w ramach szwedczyzny stosowanej.
Kciuki i melisę w intencji poproszę :)
A pana, panie Hubercie, oczywiście, wieczornie, zgodnie z tytułem...:)
wtorek, 11 listopada 2008
Wojna polsko-szwedzka na psychologiczną nutę
Postawiłam sobie onegdaj ambitny plan zarejestrowania się w Socialstyrelsen celem możliwosci wykonywania kiedys tam mojego pieknego zawodu profesjonalnej pocieszaczki w mojej ukochanej Szwecji. Wyczytałam wsio, skompletowałam dokumenta i fruuu je przez Bałtyk. Dostałam odpowiedź, że niekompletne i brak mi certyfikatu europejskiego potwierdzającego moje kwalifikacje zawodowe i możliwość czynnego wykonywania zawodu psychologa na terenie RP. Szkopuł w tym, że nowa ustawa o moim zawodzie to swoisty bubel, na podstawie którego Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej nie może mi wystawić jakiegokolwiek certyfikatu, bo rejestr psychologów de facto do dziś nie powstał co równa się brakowi podstaw do wystawiania czegokolwiek. Obiecali mi co prawda ogólne pismo z wyjaśnieniem naszych przepisów, ponoć jednej pani podobnie do mnie stukniętej na szwedzko to wystarczyło i terapeutyzuje teraz poddanych Karola Gustawa, ale... czekam na to pismo już kawałek czasu, przypominam się w międzyczasie, wydzwaniam, ponawiam i domagam się i jestem, delikatnie mówiąc, zlewana.

Dzwoni mi w głowie ponure podejrzenie, graniczące z pewnością, że się nie doczekam na takowy świstek w tym życiu. Jest to wrzodotwórcze tym bardziej, że Szwedzi przysłali mi informację, że jeśli do pierwszego grudnia nie dotrą moje papprety to ich zainteresowanie moją osobą oficjalnie będzie "od dupy strony" czyli żadne. Nie wiem, skąd ci dla odmiany nagle taki kwiatek wysmażyli, ale zrobili to w bardzo nieprzyjemnej formie i też mam podejrzenie graniczące z pewnością, że babie ze słowiańsko brzmiącym mianem i akcentem tak trzeba ustawić priorytety, żeby sobie za wiele nie myślała.

Kogo tu zastrzelić, he? Bo pomocy jakoś nie jestem w stanie uzyskać od nikogo...


poniedziałek, 10 listopada 2008
Zestawienie po przerwie
Dawno, dawno temu...jakieś dwa lata temu, był sobie blog jednej takiej Rudej Nikt. Symbioza Rudej i Bloga była pełna, czasami technicznie i emocjonalnie trudna, chociaż oboje w gruncie rzeczy lubili brać się za bary i razem spędzać czas. Niestety, wszystkie bajki spoza współczesnych Fabryk Snów kończą się bez happy endu i tak było i tym razem. Nie pomogło ryglowanie, dodatkowe alarmy a później długie nocne Polaków rozmowy. Padalec, i to nie jeden, publicznie zerżnął rudego bloga, co zaskutkowało moim wstrętem do walenia w klawisz oraz szybką kasacją mojego wiadra na emocje, bo efekty padalcowego kombinatorstwa dotarły tam, gdzie nie trzeba a skutki tego były opłakane.

Na szczęście pełzających zwierząt w moim życiu już nie ma, a głód pisania i zmysł obserwacji dłużej nie dawał spokoju.
Jedziem jeszcze raz z tym koksem i cieszę się z tego powodu jak dzika świnia :)

A teraz króciutko co jeszcze:
- zmieniłam pracę, jakieś trzy razy.
- zmieniłam mężczyznę, jakieś sześćdziesiąt razy.
- zmieniałam kolor włosów jakieś trzysta tysięcy razy, ale się nawróciłam i znów jestem Ruda jak diabli. Poza tym wszystko po staremu :)

 
1 , 2