krótko i długo o pannie Nikt
Kategorie: Wszystkie | i takie tam | lodówka | piekło | siostra patrzy | sverige
RSS
niedziela, 31 stycznia 2010
Zbiory
Wzięło mnie na porządki.
Ani chybi wiosna blisko ;)

I podczas nurzania się w mojej szafie odkryłam między innymi:
- czapkę-uchatkę-futrzatkę z kolonią śpiących moli wewnątrz...Właściciel pozostaje nieznany, bo każdy idzie w zaparte, że to nie jego. Sądząc jednak po rozmiarach, musiał to być tęgi łeb...:D

- chabrową suknię mojej babci z lat 50-tych. Taką z cyklu "w sam raz na wyjątkowo chudą miotłę". Śliczna, ale ja mogę tylko popatrzeć...

- bolerko z kapturkiem, o zniknięcie którego podejrzewałam moją rodzinę, a konkretnie siostrę,

- zestaw kulek ze styropianu (???? naprawdę, nie znajduję wyjaśnienia...)

- reprodukcje dwóch obrazów Witkacego...

- wielki japoński wachlarz, wcześniej na randce z mieszkańcami czapki :P

- wielką czerwoną podróżną torbę, też bezpańską,

- kożuch

- oraz buty z obcasami w kształcie kieliszków, rozmiar 35 :)

Przydałby się teraz jakiś pchli targ ;)
A czapka jest już oczywiście świętej pamięci...mole ani drgnęły...słodki, zimowy sen :)


piątek, 29 stycznia 2010
...
Czy Ty naprawdę myślisz, że ja jestem z gatunku tępych i nie wiem, że tu włazisz i czytasz non stop kolor??

Zostawiasz za dużo śladów. Stety ;)


czwartek, 28 stycznia 2010
"To nie jest Twój dom"
"To nie jest Twój dom!!!" Ta bateria wykrzykników z rodzicielskich ust obijała się o moje uszy częściej, niż mogłabym o tym pomyśleć w najsmutniejszych i najbardziej abstrakcyjnych momentach. Powód najczęściej był żaden. Żaden znaczący.

Powyższy jazgot jest jednak prawdą. To nie jest i nigdy nie był mój dom. To kostnica. Upiorne miejsce nigdy niewyrażanych emocji. Z bliskością w okolicach -100 stopni. Z zerowym zrozumieniem i od pewnego momentu także z brakiem jakiejkolwiek uwagi. Mogłam się spokojnie pociąć i przyjść do "domu" w garnku na głowie, owinięta tylko wężem strażackim - nikt, NIKT, nie zwróciłby na mnie uwagi.

W kostnicy na pierwszy plan wybija się telewizyjny katafalk. We dnie, w nocy, o północy, zawsze w pozycji "on" i zawsze najbardziej zajmujący. Bo w końcu tam jest to lepsze i godniejsze życie, w dodatku cudze, przy którym niekoniecznie trzeba czasem postać albo nad którym wypadałoby czasem się pochylić . Bo jak gniecie to prask, guziczek w ruch i już po neuronach daje bardziej oczekiwaną stymulacją...

Klik.
Klik.Klik.
Klik.
Klik.

To nie jest mój dom.



23:17, ingen_m
Link Dodaj komentarz »
Robot-rutynka
5.25. Dzwoni budzik.
Najpierw powoli, jak żółw ociężale...wysuwam się na ziąb pokoju. To pierwsza i jedyna taka chwila o poranku; dalej jest już tylko dziki galop. Zęby, śniadanie, "nie mam się w co ubrać", kawa, znów zęby i wiooooo, równie prędko na przystanek. Tam z kolei ruletka autobusowa pt. "Przyjedzie na czas czy nie"? Jeśli tak - to można zrzucić jeden kamyczek z duszy i np. poczytać książkę podczas jazdy. Jeśli nie - należy uruchomić plan B i rozwinąć umiejętności chodziarskie, godne olimpijczyka,  by w ciągu 7 minut zrobić kawał miasta na inny przystanek. Zazwyczaj się udaje ;) - ale umówmy się, mam kosmiczną wręcz wprawę ;)

Każde później to już tylko efekt śnieżnej kuli - byle szybciej, byle więcej, byle efektowniej, byle mocniej, byle cokolwiek. Kula zatrzymuje się tuż przed wybiciem szesnastej, kiedy to dwa razy w tygodniu komunikacja miejska odwozi moje zajechane zwłoki damoj. W pozostałe dni, przy pomocy tejże komunikacji lub cudownego PKP, udaję się w różne inne miejsca w różnych innych, zazwyczaj zbożnych, celach i wracam do domu nocą, w charakterze jeszcze większych zwłok a obecnie jeszcze i sopla.

Zostają do obskoczenia dwa dni weekendowe - wtedy czasami udaje mi się pospać dłużej niż 5 godzin, niemniej jednak kiedy już wstanę, jest tak samo jak w dzień powszedni. Tak  s a m o, tyle, że z tzw. domu zazwyczaj ewakuuję się szybciej - życie jest mi bowiem jeszcze od czasu do czasu miłe. Z tym, że w taką pogodę jak obecnie za oknem, bywa to niejednokrotnie kłopotliwe i zwyczajnie wstrętne...

I tak w kole Macieju.
Szlus i obłęd. Byle do wiosny.

niedziela, 10 stycznia 2010
Krótkie życzenia na Nowy Rok

Ma ktoś wiertarkę?

Taran?

Działo przeciwpancerne?


Bo innego sposobu na wyrwę w ścianie już chyba nie mam, a od stania bolą mnie nogi...;)


Tym samym mało uporczywości w tkwieniu życzę Wam i sobie w jakże zasypanym 2010 roku ;)



22:38, ingen_m
Link Dodaj komentarz »