krótko i długo o pannie Nikt
Kategorie: Wszystkie | i takie tam | lodówka | piekło | siostra patrzy | sverige
RSS
piątek, 30 stycznia 2009
Tytułem przerwy
Jestem zajechana, padnięta, wyczerpana i co tylko.
W związku z powyższym udaje się relaksować i wrócę, jak będę już od-padnięta i w pełni władz fizycznych oraz umysłowych.

O rewłar ;)

sobota, 24 stycznia 2009
Notka
Napisałam notkę, która wcięło. A konkretniej wysypał się serwis w trakcie, wyrzuciło mnie ustrojstwo i wpuścić od nowa do własnego kąta nie chciało.
Tym samym moja teoria pecha na ten tydzień została ostatecznie potwierdzona.
Przerwa, kochani, bo nie zdzierżę...

A o pechu może innym razem.

poniedziałek, 19 stycznia 2009
Martha F.
Przeczytałam wczoraj zbeletryzowaną wersję biografii żony Freuda. Opowieść o skomplikowanym i bogatym życiu wewnętrznym pozornie nieciekawej kokoszki domowej,dla otoczenia skupionej tylko i wyłącznie na nieśmiertelnych trzech K oraz dogadzaniu sławnemu małżonkowi.
Faktycznie, początkowo widzimy głównie Panią Domu na klęczniku konwenansów i hołdów należnych "Sigiemu"; jego niezmordowaną niemiecką satelitę z niezawodnym czytnikiem myśli, która "w imię miłości" pozwoliła odebrać sobie wszystko, włącznie z własną sfera duchową, by potem dać "złożyc się od nowa", skrojoną idealnie pod gust swojego męża. Widzimy kobietę gotową na wszystko, pod warunkiem, że to "wszystko" było pomysłem jej męża. W miarę rozwoju opowieści - ubranej w formę wspomnien i listów do przyjaciółki z Ameryki -  widzimy też jednak, że ta sztywna kuchenna walkiria wiedziała, myślała, odczuwała i cierpiała bardziej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Pod gorsetem uwierającej tradycji kryła się bystra kobieta ze znakomitym zmysłem obserwacji i umiejętnościa wysnuwania właściwych wniosków; genialny, naturalny psycholog, osoba zdecydowanie bliższa prawdziwa życia niż jej genialny mąż-demiurg ludzkich charakterów.
Jednego tylko nie potrafię jej wybaczyć: codziennego przeciskania pasty do zębów na przód tubki, by sławny małżonek szybciej mógł ją sobie nałożyć na szczoteczkę...

Bo niby w imię czego?
piątek, 16 stycznia 2009
Kronika przypadków ostatnich
Za oknami zima zła, w murach naszych też, bo ogrzewanie padło na placu boju z mrozem. Ofiar mrozu i nie tylko jest jednak więcej, dla ułatwienia będzie alfabetycznie:

A., koleżanka robocza, zgubiła w śniegu psa. Czynnikiem sprzyjającym zaginięciu było śnieżnobiałe umaszczenie zwierzaka oraz jego patologiczna wręcz skłonność do odgryzania się ze smyczy i uciekania w siną dal. Jedyną różnicą tym razem był szybszy niż zazwyczaj powrót skruszonego uciekiniera.

Moja matka przymarzła do kiełbasy. Kiełbasa znajdowała się w zamrażalniku, inteligentnie wciśnięta - przez matkę zresztą - między pojemniki do lodu. A ponieważ była tam już od dłuższego czasu, skamieniała , zlodowaciała oczywiście i utknęła tam na amen, zaś moja rodzicielka, w akcie desperacji, głodowego chyba szału i zapamiętania przymarzła podczas uporczywych prób jej wydobycia. Akcja ratunkowa obejmowała mnie, wodę oraz chwilę czasu ;) Kiełbasa przeżyła i wylazła, matka również.

Mój siostrzeniec dla odmiany poszedł do fryzjera i usadowiwszy się na fotelu, zażądał fryzury na irokeza i farbnięcia na czerwono. Wszystko byłoby ok, w końcu żyjemy w czasach, gdzie po ulicy może pohasać i baba z brodą i drag queen, tyle tylko, że nasz O. ma cztery latka.

Kot P. spacerując po parapecie, fiknął tzw. orła i rąbnął w zamarznięty termometr. Termometrowi nic się nie stało, a kotek teraz jest pięknym chwilowym okazem zwierzęcia na trzech łapkach.

eSkowi (nie żabie) auto zrobiło psikusa i walnęło fochem poślizgowym, po czym zatrzymało się na przystanku. eSkowi przy okazji na jakąś sekundę zatrzymało się z strachu serce. Innych szkód nie odnotowano, potencjalni pasażerowie, przystanek, auto i eSek ocaleli :)

A cała reszta ma katar, grypy, kaszle, warczy i pluje.

Dobrego dnia!

ps. Wszelkie podobieństwa do rzeczywistych osób i sytuacji zamierzone i celowe. Mam nadzieję, że się rozpoznacie :)
niedziela, 11 stycznia 2009
Ostatni bastion
Moja kuzynka wzięła przedwczoraj ślub. W tym zbożnym celu poleciała aż do Las Vegas, gdzie do taktu przysięgi błyskały jej neony i śpiewał w tle fałszywy Elvis.

Moja kuzynka ma obecnie (a konkretnie od dzisiaj) 31 lat czyli ciągnie na tym padole rok dłużej niż ja. Może nawet ciut więcej, bo ona otwiera rok a ja jestem istotą Wagowo-jesienną. Różnic między nami jest zresztą więcej: wzrost, waga, kolor cery i włosów, temperament, gusta muzyczne i filmowe, doświadczenia i kraj zamieszkania.
Podobieństwa między nami kończyły się na stanie cywilnym, modnie od niedawna określanym jako "single" czy bardziej swojsko "stara panna". A teraz w tej kwestii został mi tylko czas przeszły dokonany i moi wspaniali  babcia, matka, ojciec, dziadek, wujek, stryjenka i kto_tam_jeszcze, uporczywie wiercący mi dziurę w brzuchu pytaniem pt. kiedy pójdę w ślady Pati.


Przepraszam, kochani, ale nie stać mnie na bilet do Las Vegas.


sobota, 10 stycznia 2009
Zagraj to jeszcze raz, Sam
Piszę tę notkę od dwóch godzin i nie potrafię tego wszystkiego z głowy ubrać w słowa. Każde zdanie najpierw zabija mnie zachwytem a chwilę później przejeżdżam się po nim backspacem, bo wydaje mi się cienkie, durne i w ogóle bez sensu.

Boję się zobaczyć...? Chyba tak, bo słowo w głowie się nie liczy, a słowo-ciało może już mnie...na przykład zaboleć. Albo co gorsza po zobaczeniu wrócić i zostać bardziej w głowie i gryźć, gryźć, nieprzytomnie i nieskończenie, bardziej. O ile można bardziej...

Kocham się nakręcać, jak widać. Kocham być nakręcana, idealna zegarynka dla neurotyków i innej maści socjopatów. Uwięziona na swojej sprężynce tęsknoty, up and down.
Nie dla mnie inżyniery, księgowi, praca w budżetówce od-do, gadki-szmatki o wyrywaniu facetów i lakierach do paznokci (aczkolwiek lubię jedno i drugie, przyznaję, ale na bogów,w praktyce, a nie jako werbalny onanizm statystyczny w godzinach pracy!), ja muszę intensywnie, do głębi i broń boże, nie prosto, w nienormowanym czasie, bólem żołądka w tle i zawsze na końcu gdzieś z rozpaczą i poczuciem "mogłabym dłużej, więcej i lepiej". Czasami dochodzą do tego ckliwe pożegnania, aczkolwiek nigdy jak do tej pory nie odbyło się to "filmowo" czyli w strugach deszczu i koniecznie z rykiem samolotu w tle - ale wszystko jeszcze przede mną. (Potem powinnam jeszcze przespacerować się gdzieś* ciemną nocą, z rozwianym na szyi szalikiem  i obowiązkowo pustymi, choć pełnymi łez, oczami...)

;>

I pomyśleć, wylałam tyle linijek, by napisać sobie w końcu jasno i dobitnie: nie przechodzi. Bo też chyba wcale nie chcę, żeby przeszło, choć hoduję sobie te myśliska w ciszy, by zmylić otoczenie. Rzygam bowiem wsparciem, litością, dobrymi radami i odbijaniem piłeczki, prowadzącym zawsze do "no bo Ty, jako psycholog, powinnaś...". Gówno tam inni wiedzą co ja powinnam...

Smacznego myśliska, skoro nie mogę Was wyrugować na amen, to przynajmniej dzisiaj wieczorem trochę się z Wami zaprzyjaźnię...


* to "gdzieś" to może być np. most i jak mi te łzy zaćmią już rozum zupełnie, to się z niego malowniczo rzucę w czarnej wody toń...Oczywiście, dopiero po rozwianiu szalika. Podkład muzyczny: Hania Furia :)

Fin (na dziś)

;>

czwartek, 08 stycznia 2009
...
...Słowa, które nic nie znaczą...

Kurwa.



Rąbek w górę

http://ingen.blox.pl/resource/MAGDALENA.doc

Wszystko, co stoi w linku to tzw."najprawdziwsza (chociaż niepełna) prawda" na moj temat. Drżyjcie zatem, podpadacze!;P
I nie ratuje mnie nawet moje drugie imię - oznaczające pono wcieloną łagodność, zrównoważenie materiału i wrodzony spokój ducha. A tak nota bene, moje drugie to nazwa jednej z europejskich stolic :)
poniedziałek, 05 stycznia 2009
Bilans ponoworoczny
1. Mam za sobą najpiękniejszego sylwestra w moim dotychczasowym szlajaniu się po planecie Ziemia.

2. Mam przeciwko sobie wściekłą i nadal niemyślącą żabę.

3. Mam telefon, który oszalał i przysyła mi ponownie raz już otrzymane wiadomości.

4. Mam wymarzony płaszcz, choć mróz na dworze zmusza raczej noszenia oskalpowanego niedźwiedzia. Co niniejszym robię. Obrońców praw zwierząt pragnę w tym miejscu poinformować, że mój misiek jest całkowicie, ale to całkowicie sztuczny a nie made in Bieszczady.

5. Mam tez rozstrój żołądka i za dużo obowiązków na mej biednej, rudej głowinie.

6. Mam przyrost naturalny na minusie a odrost naturalny wręcz przeciwnie.

7. I mam ojca, który ostatnio postanowił zostać Robertem Plantem, ku uciesze całej rodziny. Jakieś ciągoty z młodości chyba go żrą.

8. Mam przy sobie najlepsze przyjaciółki świata oraz śpiewającą i tańczącą papugę.

9. I mózg - antypłazowo informuję - tez mam!

I więcej mi do szczęścia nie trzeba.
Póki co.