krótko i długo o pannie Nikt
Blog > Komentarze do wpisu
Z krainy absurdów
Dziwactwa z różnych parafii...

Sytuacja nr 1 z moim aktywnym udziałem:

W połowie listopada (2008 roku) zamówiłam sobie bluzkę w bonprixie. W formularzu  zgłoszeniowym zostałam poinstruowana, że po najdalej trzech tygodniach zamówienie zostanie zrealizowane. I owszem, po trzech tygodniach dostałam paczkę...z nowym katalogiem i lakoniczną informacją, ze bluzki chwilowo nie ma na magazynie, ale będzie w ciągu tygodnia-dwóch. Spokojnie (jeszcze!) odczekałam równo te dwa tygodnie, po czym wysmażyłam maila do działu obsługi klienta z zapytaniem, co dalej z moim zamówieniem. W odpowiedzi poproszono mnie o podanie raz jeszcze szczegółów zamówienia, bo oni je...zgubili. Tu włączył mi się szlag i lodówka i w grzecznej acz oziębłej manierze poinformowałam ich co sądzę o takim podejściu, dołączając skany pisma wysłanego do mnie uprzednio, gdzie owe szczegóły były wywalone czcionką chyba 40. W odpowiedzi jakaś pani zaczęła się wykręcać problemami z ich formularzem, zwalała też winę na niekompetencje stażystek (?) z działu obsługi klienta. Odpisałam zatem pani, że kij mnie obchodzi kto konkretnie zawinił, oczekuję informacji na temat mojego zamówienia, koniec, kropka. Nie odpisała. Wykonałam kolejne podejście - odpisali łaskawie, że bluzka będzie w połowie stycznia. No to ja sobie doczekałam, po czym oczywiście się nie doczekawszy, spróbowałam kolejnego kontaktu, ale ponieważ miałam wrażenie, że rozmawiam z kimś mniej zorientowanym od wiadra, dałam sobie spokój. W międzyczasie poczytałam w Internecie opinie o bonprixie i doszłam do wniosku, że sama wpuściłam się niezłe maliny. Trudno, nie płaciłam z góry, bluzki i tak wcześniej nie miałam, w związku z tym stwierdziłam, że przeżyję i kupię sobie ewentualnie coś innego w podobny deseń.

Ku mojemu zdziwieniu wczoraj... przyszła paczka z bluzką. I nawet ta bluzka nie odbiega od tej na zdjęciu, rozmiaru też nie sknocili ( a to ponoć bardzo częste w bon prixie) i o dziwo mi przysłali kupon rabatowy w ramach przeprosin.Nie skorzystam, mają to jak w banku.

Wydarzenie numer 2 z gatunku outdoor horror:

Koledze mojego taty ukradziono pieska. I niby nie ma czegokolwiek nietypowego w tym wydarzeniu, gdyby nie to, że sprawcą kradzieży był...ptak. I w dodatku tenże ptak rąbnął pieska w trakcie...spaceru. Po prostu, pan i piesek wędrowali sobie razem przez park, gdy nagle, szast-prast, sfrunęło coś wielkiego, łopocząc skrzydłami, capnęło czworonoga za kark i fruuuu, tyle ich widział biedny pan. Warto tu wspomnieć, że piesek był marki yorkshire terrier miniaturka. Gatunku ptaka nie dało się określić, były już właściciel na skutek szoku nie był w stanie.

ad.1 i 2. notki o bluzce i o porwanym yorku mojego autorstwa zostały  dzisiaj opublikowane także na jednym z forów internetowych - niezbyt popularnych, ale jednak. Gdyby ktoś zatem miał wrażenie deja vu - jest ono najbardziej słuszne i co więcej, z mojej strony zamierzone, w końcu autorce wolno, nie? ;)


czwartek, 12 lutego 2009, ingen_m

Polecane wpisy

  • Żony ze Stepford

    "Powinnaś znaleźć sobie męża" - powiedziała moja babcia, cmokając w słuchawkę. "Oho"- pomyślałam sobie - "Zaczyna się". "Ale

  • Baby, ach te baby ;)

    Przed kilkoma dniami zadzwoniło do mnie Wściekłe_Dziewczę, pieniące mi się w słuchawce niczym proszek E. Co ja piszę - to był Zgoła Rekin, Harpia i Pirania w je

  • Kronika zaćmień prawdopodobnie ludzkich

    Teraz Ingen czyli ja. Normalnie, bo ściągnęłam kozaczki :P i tradycyjnie zrobiłam napad wnętrzarski. A oto wyznania podsumowujące - jakieś ostatnie 6 m-cy. 1. B

Komentarze
2009/02/13 09:27:19
A co powiesz na to, że zamówiłam w Bonpriksie klapki w roku 2001 i do dziś nie przyszły? Myślisz, że jeszcze wyślą? :D Czy jednak nie czekać i kupić nowe?
-
ingen_m
2009/02/13 10:36:01
Oj, pewnie mieli baaardzo gapowata stażystkę ;)
Ja bym się jednak nie ćwiczyła w cnocie cierpliwości ;)